Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie

Na samym początku chciałbym podkreślić iż jest to tytuł przeznaczony raczej dla osób pełnoletnich, gdyż wydaję mi się, że jest to dość ważna informacja w przypadku takiego dzieła. W porównaniu do poprzednich książek i komiksów jakie recenzowałem, od tego na odległość wali mięsem, gorem i wieloma innymi rzeczami, które lepiej nie pokazywać młodszym czytelnikom żeby nie spaczyć ich i tak już prawie zniszczonego światopoglądu...ale nie o tym zamierzam dzisiaj pisać. Zanim przejdę do tekstu, warto też dodać, że jestem osobą religijną i nie koniecznie pochwalam sobie przebieg fabuły i zachowanie niektórych bohaterów mimo, że to wszystko naprawdę mi się spodobało, czego raczej powinienem się wstydzić. Pomijając jednak ten fakt, wszystkiemu należy dawać szansę, nawet temu co wydaję się być kontrowersyjne. Żeby coś oceniać, trzeba to najpierw przeczytać, zagrać albo obejrzeć i na tym zamierzam się wzorować pisząc tą i każdą inną recenzję...



Tytuł: Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie
Scenarzysta: Garth Ennis
Rysownik: Steve Dillon
Wydawnictwo: Vertigo/ Egomont

Bałem się sięgnąć po ten komiks, słysząc o tym jak piszę Ennis. Jednak po dość nie ciekawym dla mnie okresie z czytaniem obrazkowych historii, postanowiłem dać szansę temu dziełu. Przez prawie 120 stron pierwszego tomu, a ni na chwilę się nie nudziłem...a to jest dość dużym plusem, jak dla historii o takiej tematyce. O fabule nieco więcej, napiszę później. Teraz postaram się jednak opisać nieco kreskę Steve Dillona. Nie każdemu może się ona spodobać. Mi samemu było trudno ją oglądać, nie oczywiście żeby była brzydka, ale dziełem sztuki to ona na pewno nie jest, przynajmniej na razie. Jedyne co jej fajnie wychodzi, to uwydatnianie wszelkiej maści zbrodni i innych szokujących rzeczy, których w tej recenzji postaram się nie zdradzić.

-Jedź!
-Ummf
-Naprawdę jestem ci wdzięczna...
-Nie ma sprawy, Złotko. Trochę rozświetliłaś ten cholernie nudny wieczór.
-Tulip
-Cassidy

Pierwszy tom Prechera opowiada o niesforności trójki Adefinów. Przez swoją nieuwagę ucieka im tajemniczy byt zwany Genezis. Po śmierci jednego z Serafinów, trójka Aniołów-naukowców będzie zmuszona poprosić o pomoc Świętego od morderców. Tymczasem tajemniczy byt na trafia na pastora Jass'ego Custera i łączy się z nim w jedną całość, powodując przy tym tragiczny w skutkach wybuch. Niedługo później nasz bohater wpada w porządne w tarapaty. Na jego tropie jest Szeryf Root i Święty od Morderców. Nasz bohater zostaję uznany za mordercę swoich parafianów. Na szczęście z pomocą przychodzą mu jego dawna dziewczyna, która dopiero co schrzaniła robotę  i pewny jegomość, który akurat tak przypadkiem jest wampirem. Co z takiego trio może wyjść? Hmm...zapewne dużo porządnej lektury, no chyba że się mylę, ale to musicie już ocenić sami.

-Nie...nie...wielebny, nie wiem, o czym pan...
-Ach, daj spokój Lenny. Całe miasteczko wie, że to robisz. Dzięki temu tych końskich szczyn starcza ci na dłużej, prawda?
-Cholera, wielebny...
Takie małe miasteczko nie ma zbyt wielu tajemnic, prawda? I wiecie co jest najśmieszniejsze? Wiecie kto słyszy je wszystkie? Ja. Dobry, stary Wielebny Custer, wyśmiewany w Niedziel we własnym kościele...Usłyszę coś, czasem ktoś coś mi powie w największym zaufaniu lub po prostu przeczytam coś w gazecie i poskładam jedno z drugim... 

Powiem tak, nie często zdarza mi się czytać komiksy z tak dobrze zarysowanymi bohaterami na samym początku. Zazwyczaj żeby dobrze poznać jakąś postać potrzebuję na to parę tomów, tutaj obyło się bez tego. Na początku otrzymuję na tacy wszystkie najpotrzebniejsze informacje, żeby móc polubić daną personę. Nie które rzeczy są oczywiście ukryty, ale z tego co słyszałem z czasem wszystkiego się dowiem. Tytułowy Kaznodzieja, czyli Jessie Custer jest lubiącym sobie popić i poprzeklinać duchownym, tak samo jak reszta jego ekipy. Jedyne co go odróżnia od pozostałych członków drużyny jest to że posiada moc o której wielu mogłoby sobie jedynie pomarzyć. Dziewczyna Jessy'ego czyli Tulip jest natomiast zabójcą na zamówienie. Po ostatniej nie udanej akcji, ucieka z miejsca zbrodni i postanawia pomóc swojemu dawnemu wybrankowi serca. Jest ona dość spoko postacią, tylko że ma trochę słabą robotą. Na koniec postanowiłem zostawić sobie Cassidi'ego. Jest on dość wyluzowanym wampirem, którego da się lubić. Możliwe, że gdyby nie on to odłożyłbym ten komiks szybciej niż po niego sięgnąłem.


-Jak Pan myśli Szeryfie Root?
-To w ich stylu.
-To że palą żywcem dwie setki ludzi? Robią takie rzeczy?
-Marsjańskie czarnuchy, Kenny. Tfu... Rząd i Eff bii aj wiedzą rzeczy, o których nam nie mówią. Mają hangar ze statkiem kosmicznym, a w środku jest martwy marsjański czarnuch. Wydaję im się, że wciąż nie jesteśmy gotowi żeby o tym wiedzieć...
-Szeryfie Root?

Plusy:
-Ciekawa fabuła
-Inne podejście do Religii
-Wyraziste postacie z krwi i kości
-Średnie tempo akcji

Minusy:
-Wulgarny Pastor
-Kreska taka lekko przynudzająca
-Reklama papierosów



Podsumowując, jeżeli lubicie takie klimaty, to spokojnie możecie zabrać się za ten komiks. Ostrzegam jednak, jeżeli tak samo jak ja jesteście Chrześcijanami i boicie się o to że obrazicie przez to swoją duszę, to lepiej tego nie czytajcie. Jeżeli jednak tak samo jak mnie, zżera was ciekawość, to nie tłumcie jej, w razie czego zawsze można się wyspowiadać i będzie wtedy lżej na duszy.
Ocena:8/10









Popularne posty z tego bloga

Zombie SS (seria)

Początek końca#1