Poległy Syn: Śmierć Kapitana Ameryki

Nigdy nie byłem systematyczny, mimo własnych starań. Próbuję to teraz nadrobić za sprawą bloga, gdzie próbuję pisać regularnie teksty. Nie zawsze jednak mi to wychodzi. Jak mogliście zauważyć od 19 września nie pojawił się żaden post...uznajmy to za przerwę, bo tak będzie najłatwiej. Jeszcze rok temu zbierałem Wielką Kolekcję Komiksów Marvela, niestety już teraz te przedsięwzięcie sobie darowałem. Na półce mam obecnie 16 tomów z planowanych 120, mimo że korci mnie czasami by zamówić dwa czy trzy zbiory z wydawnictwa Hatchete, to koniec-końców, nic nie robię. Ostatnio po prostu nie mam czasu wydawać 80 czy 120 złoty miesięcznie(a to dlatego, że kolekcji usłyszałem dość późno) i czekać ponad dwa tygodnie na paczkę. Wiem jak to może brzmieć, ale taki już jestem. Nie o tym na szczęście zamierzam dzisiaj pisać, bo póki kolekcja trwa nie mam prawa jej oceniać, może przecież jeszcze mnie zaskoczyć i na to liczę. Dzisiaj postanowiłem napisać dla was o dość smutnej i kontrowersyjnej historii, o śmierci legendy i płaczu narodu, z tego co pamiętam, swego czasu było dość głośno o tym w telewizji. Głupio to mogło zabrzmieć ,,z tego co pamiętam”, bo przecież wtedy miałem zaledwie 7 lat i za dużo z tego okresu nie kojarzę. Wróćmy jednak do tematu i opowiedzmy sobie o śmierci Kapitana Ameryki...






Tytuł: Poległy Syn: Śmierć Kapitana Ameryki 
Autorzy: 
Scenariusz - Jeph Loeb (na podstawie pomysłu J. Michaela Straczynskiego) 
Rozdział pierwszy
Rysunki -Leinil Yu 
Cyfrowy tusz oraz kolory -Dave McCaig 
Rozdział drugi 
Ołówek -Ed McGuinness 
Tusz -Dexter Vines 
Kolory -Jason Keith 
Rozdział trzeci 
Ołówek -John Romita Jr. 
Tusz -Klaus Janson 
Kolory -Morry Hollowell 
Rozdział czwarty 
Ołówek -David Finch 
Tusz -Danny Miki 
Kolory -Frank D'Armata 
Rozdział piąty 
Rysunki -John Cassaday 
Kolory -Laura Martin 
Wydawnictwo: Hatchete 
Wydanie składa się z materiałów pierwotnie opublikowanych w: Captain America vol 5#25 oraz Fallen Son#1-5 


 Pomysł na napisanie tej mini serii pojawił się w głowie Straczyńskiego na jednym ze spotkań wydawnictwa. Wtedy to też stwierdził, że powieść będzie można oprzeć na zagadnieniach stwierdzonych przez doktor Elisabeth Kübler-Ross. Fabuła komiksu miała opierać się na pięciu rozdziałach, które miały dotyczyć jednego z etapów żałoby. Pierwszy polegał na Zaprzeczeniu, potem był Gniew, Negocjacje, Depresja i na koniec Akceptacja. Napisania historii podjął się Jeph Leob, jako że sam stracił kiedyś kogoś bliskiego. Tak więc tytuł ten był dobrym sposobem, żeby uczcił swojego syna i  Kapitana Amerykę  za jednym razem. Strona graficzna w tej mini serii jest dość różnorodna. Nie przepadam zbytnio za takim podziałem obowiązków i wolę, żeby jednym tytuł zajmował się jeden rysownik, no chyba że ma słabą kreskę. W tym wypadku jednak żaden z nich takiej nie ma i widać po nich mistrzowski kunszt. No ale cóż, z powodu jednej rzeczy nie będę przecież skreślał dzieła, który ma naprawdę świetną historię. 



Wszyscy znają historię Steve'a Rogersa, chudego chłopaka, który dorastał na ulicach Nowego Jorku w latach wielkiego kryzysu...Oglądając to, co ma do zaproponowania Ameryka. Rzeczy najlepsze i najgorsze. Patrzył na marsz hitlerowców przez Europę...I próbował wstąpić do sił zbrojnych. Pamiętamy, jak pewien Generał dostrzegł odwagę w jego cherlawym ciele...I zwerbował go do zupełnie innej służby. Miał być pierwszym z całej armii...Armii Superżołnierzy... 

Gdy ginie legenda, trudno się z tym pogodzić. Co ja piszę...gdy ginie ktokolwiek trudno się z tym pogodzić. W tej 5 zeszytowej mini serii, zostaję nam przedstawiona próba pogodzenia się bohaterów z rzeczywistością. Bo bądźmy szczerzy nawet w komiksach nie jest ona różowa. Śmierć Kapitana Ameryki wpłynęła nie tylko na jego długoletniego przyjaciela, jakim był Tony Stark, ale również na Logana(i wielu innych oczywiście), który miał duży problem z tym wszystkim. Nie potrafił w to uwierzyć. Czy my byśmy uwierzyli, gdyby nikt nie dał nam rozsądnych dowodów? Ja będąc szczerym ,,NIE”. Żeby poznać prawdę, prosi o pomoc ślepego adwokata i doktora co operuję magią. Niedługo później poznajemy historię dwóch ekip, gdzie jedną z nich dowodził Rogers, a potem szefem został Cage. Podczas jednego z ich spotkania dochodzi do całkowitego załamania jednego z uczestników. Wolverin chcąc dowiedzieć się co wzbudziło w herosie taki gniew i smutek wyrusza za nim w drogę. Do czego to może doprowadzić? Czy herosi pogodzą się z tą stratą? Tego trzeba dowiedzieć się już samemu. 



-Wszystko w porządku? 
-Tak. 
-Mogę ci jakoś pomóc,Młody? 
-Tak. Możesz przestać nazywać mnie ,,Młodym” 
-Ale takiego cię pamiętam. Młodego. Wszyscy cie takiego pamiętają. Ich babcie też. ,,Bucky, nastoletni pomocnik Kapitana Ameryki z czasów z II wojny światowej”. Dzieciaki z całego świata marzyły o spotkaniu z Kapitanem... i wtedy pojawiłeś się ty, w eleganckim, czerwono-niebieski stroju, walcząc u boku żywej legendy. Wszyscy pamiętamy, jak zgiąłeś. 
-Nie tylko mnie ludzie uznali tego dnia za martwego. Świat stracił wtedy też Kapitana. 
-Właśnie...a tu proszę, żyjesz i w ogóle. Kapitan też przeżył. Wydobyli go z bryły lodu. Chcę tylko powiedzie, że...nie pierwszy raz wydaje nam się, że straciliśmy Kapitana Amerykę. 

Trudno mi powiedzieć, że ten zbiór nie ma żadnej wartości. Wpływa on nie mało na świat Marvela, a do tego potrafi człowiekowi zadać jedno dość proste pytanie, co by było gdybyśmy kogoś stracili... Nie chcąc jednak pisać o dołujących rzeczach, powiedzmy sobie o czymś innym. Ludzie nie wstają z grobu, może to dobrze, a może źle. Nie wiem, ale dzięki temu nie mamy przeludnienia. W komiksach niestety coś takiego nie obowiązuję i jak ktoś jest kimś znanym to nie da się go uśmiercić, tak przynajmniej jest w tytułach z rynku amerykańskiego, a dokładniej w tych z gatunku supehero. No może jest parę wyjątków, bo jak na przykład zginął wujek Ben czy Gwen Stancy, to do życie nie wrócili przez te wszystkie lata. Z herosami jest inaczej, bo chroni ich popularność. Ludzie chcieli Kapitana, to on wrócił.  



Dobra, to teraz napiszmy sobie trochę o Polskim wydaniu. Te które udało mi się przeczytać nie należy może do najpiękniejszych, ale należy szanować, że chociaż takie wyszło. Nie przepadam zbytnio za okładkami WKKM, ale to tylko dlatego, że wolałbym żeby okładka komiksu zajmowała nieco więcej miejsca na froncie, a nie tylko część. W środku zbiór prezentuję się bardzo ciekawie. Na początku jak w każdym tomie z tej serii mamy echa z przyszłości, a z tyłu nie dużą, ale też nie małą liczbę dodatków. W tym wypadku są to alternatywne okładki oraz początki historii Fallen Son, którą wam już trochę streściłem, nie ma za co...
Powinienem jeszcze chyba dodać, że do tego zbioru został dorzucony jeden dodatkowy zeszyt opowiadający o śmierci naszego bohatera. Jego jednak wam nie streściłem, sami poznajcie prawdę. 

-Hę?Jak dostałem się do środka?! 
-Dobry wieczór, Panie Grimm. Proszę wybaczyć mojemu Panu, że nie wyszedł na powitanie. Jego astralna postać była...potrzebna gdzie indziej. 
-Nie cierpię magii. 
-Powiedział, żebym miał przygotowany pański ulubiony napój. Coś, co się nazywa... Lodowaty ,,Pabst Blue Ribbon”. 
-Wong, ratujesz mi życie! 
-Tak, sir. Proszę za mną, inni czekają. 
-Gotowy, stworze? Kto nam pomoże? Heh. 
-Wiesz, Cage,.Wolałem cię w rozchełstanej żółtej koszuli i z diadem na afro. 

Podsumowując, 
Plusy:
-Ciekawa historia 
-Dobrze napisani bohaterowie 
-Pokazanie uczuć bohaterów 
-Ciekawa obsada autorska 
Minusy: 
-Brak większej roli IronMana 
-Zbyt dużo rysowników 

Jeżeli to co napisałem was zachęca, to koniecznie sięgnijcie po tą pozycję. Może was zaintryguję i wyciągniecie podobne wnioski co ja. Przyzwyczaiłem się już do wystawiania ocen i dlatego ten komiks dostanie ode mnie: 8/10
Do zobaczenia jutro. 

Popularne posty z tego bloga

Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie

Zombie SS (seria)

Dead Rising 3