Moon Knight: From the Dead

Ostatni filmik na moim kanale z wiodącej serii, to znaczy Faktów o... był o Moon Knigtcie (Tutaj macie link do filmiku), dzisiaj postanowiłem natomiast przedstawić wam pierwsze sześć zeszytów z siódmego voluminu o tym właśnie herosie.... Do tego tomu zabrałem się z czystej ciekawości. Po dłuższej przerwie od komiksów supehero, postanowiłem znowu wplątać się w ten świat. Początkowo miałem to zacząć od całkowicie innego tytułu, ale złożyło się akurat tak, a nie inaczej. Kiedyś próbowałem czytać jego początkowe historie, były naprawdę świetne, ale podczas ich lektury miałem problem ze skupieniem się, tu do czegoś takiego na szczęście nie doszło. Może to oznaczać jedynie, że po prostu się na tym nie znam i na tym można by było zakończyć temat...ale jednak ja i tak się wypowiem.




Tytuł: Moon Knight: From the Dead 
Scenarzysta: Warren Ellis
Rysownik: Declan Shalvey
Wydawnictwo: Marvel 
Zbiór składa się z: Moon Knight vol 7#1-6 
Rok wydania: 2014 

Troszkę już komiksów przeczytałem, chociaż na półce mam ich raczej niewiele. Nigdy jednak nie trafiłem na żaden tytuł od Ellisa. Słyszałem o nim wiele razy, ale nigdy nie zabrałem się za żadne jego dzieło...do ostatniego czasu. Nie wiem czy to już jest jego szczyt zdolności twórczych, czy nie, ale to co zobaczyłem w tym komiksie było naprawdę świetne. Wiem też, że napisał wiele innych serii, takich chociażby jak Transmetropolitan czy Hellblazer. To właśnie między innymi dzięki tym dwóm tytułom stał się taki znany. Stroną graficzną w tym tomie zajął się natomiast Declan Shalvey i tak samo jak w poprzednim przypadku, od tego autora też nic nigdy nie czytałem. Z tego co jednak zauważyłem, rysunki artysty bardzo dobrze wpasowują się w mroczny klimat Moon Knighta... i to mi się podoba.

To się nazywa zejść w dobrym stylu

-Sir, to...
-To jest pan Knight, zaniepokojony obywatel.
-Nie, to jest Moon...
-Nie. Jeśli ten człowiek przedstawi się jako niebezpieczny mściciel, będę musiał wykonać bardzo konkretne rozkazy i aresztować go przy użyciu każdych możliwych środków. Więc tak postępujemy. Dla policji, dla krawężników to jest pan Knight. Zrozumiano, synu?


Komiks podzielony jest na sześć rozdziałów z dość różnorodnymi tytułami. Każdy z nich  odwołuję się do głównego motywu danego zeszytu. Rozpoczynając czytanie, myślałem, że otrzymam tutaj jedno wątkową historię rozciągniętą na 6 numerów, a tu takie zaskoczenie. Moim zdaniem, jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo dzięki temu dzieję się tu o wiele więcej niż mogłoby normalnie. Nazwy poszczególnych rozdziałów to:

-Nożownik 
-Snajper 
-Pozytywka 
-Sen 
-Scarlet 
-Spectre 

Zacznijmy jednak od początku. Historia rozpoczyna się od spotkania Mr.Knighta (tak teraz nazywa się nasz główny bohater) z detektywem Flintem. Bohaterowie mają do rozwiązania zagadkę pewnego nożownika, który dość nietypowo wybiera swoje ofiary. Niedługo później pojawiają się następne rozdziały. Z całej szóstki najbardziej spodobały mi się dwa zeszyty, czwarty i piaty. Pierwszy opowiada o tajemniczych snach, a drugi o porywaczach. Czego więc więcej można chcieć od historii o Marvelowskim Batamanie...


-Batman tu jest, kryć się!
-Kto? To przecież Moon Knight,
Jego trzeba się bać bardziej.
-Cześć
-Spadaj.
-Zabrałem to w Egipcie człowiekowi, który próbował mi kogoś odebrać. Bardzo się na niego zezłościłem. Podobno do dziś sra kawałkami klatki piersiowej. Słuchaj mnie. Porwaliście kogoś. Nie obchodzi mnie polityka rodzin przestępczych, więc nawet nie próbuj się usprawiedliwiać. Porwaliście kogoś, kto podróżował nocą. Kto wracał do domu ze szkolnego festynu. Tak się nie robi w Nowym Jorku.


 Głównym bohaterem, tego tomu, jak i całej serii jest Moon Knight, w tym tomie przedstawiony jako Mr.Knight. To właśnie w tym komiksie zobaczyłem tego bohatera w nowym wcieleniu. W poprzednich serii, miał osobowości innych herosów, teraz natomiast odzyskał swoje stare i otrzymał jedną całkowicie nową, a mianowicie Mr.Knight. Będąc szczerym, strasznie podoba mi się to jego nowe wcielenie. Pierwszy raz mogę tą postać porównać do Batmana, jest jednak brutalniejsza...ale myślenie jest już lekko u nich podobne. Drugą dość ważną postać w tyn zbiorze jest detektyw Flint, za dużo się o nim nie dowiedziałem. Przypomina mi jednak strasznie komisarza Gordona, liczę na to, że nie jest to przypadkowe podobieństwo i w następnych tomach, jego wątek zostanie jeszcze poruszony.

Po co mu ten klucz?
Dobre pytanie...

-Proszę nie wchodzić do mojego samochodu z jedzeniem. Znał pan doktora Petera Alraune'a, doktorze Skelton?
-Tak. Wiem, że pracował z panem przed przed śmiercią. Skontaktowałem się z detektywem Flintem. W gazetach pisali, że ma pan z nim kontakt.
-To on zorganizował to spotkanie. Tak, więc w czym mogę pomóc?
-Pracuję nad badaniem snu. Peter był dla mnie kimś w rodzaju mentora.
-Mam nadzieję, że nie kontynuuje pan jego badań. Nie bez powodu się znaliśmy i to właśnie doprowadziło do jego śmierci.


Chciałbym teraz coś napisać o polskim wydaniu, ale takiego niestety nie ma. Liczę jednak na to, że Egmont skusi się na tak dobrą serię i wyda ją na naszym rynku... równie dobrze może to też być inne wydawnictwo. Co do oryginalnego wydania, to też raczej go nie ocenię, bo nie czytałem na papierze. Mogę jednak wypowiedzieć się na temat fabuły i warstwy graficznej. Twórcy naprawdę się przyłożyli.

 Plusy:
-Wielowątkowa historia
-Wiele ciekawych postaci
-Nowa osobowość Moon Knighta
-Ciekawa historia
-Porządna warstwa graficzna

Minusy:
-Ostatni zeszyt
-Wkurzający glina
-Za mało detektywa Flinta


Podsumowując, ta seria ma wiele plusów...a co do minusów, to jest tylko moje zdanie i na przykład komuś może coś takiego się spodobać.

Ocena: 8/10

Popularne posty z tego bloga

Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie

Zombie SS (seria)

Początek końca#1