Luke Cage- Recenzja Serialu

Nie oglądam  dość często seriali, bo szczerze mówiąc nie mam zbytnio na to ochoty. W wolnym czasie wolę poczytać jakąś książkę, bądź komiks (co jest u mnie normą), jednak gdy do telewizji czy sieci trafia jakaś ekranizacja, po prostu nie mogę się powstrzymać. Nie dawno, bo 30 września swoją premierę miał Luke Cage, którego uznałem za must have do obejrzenia.






 Kolejna produkcja Netflixa, kolejny bardzo dobrze spędzony weekend. Za scenariuszem tego prawie 13 godzinnego serialu stanął Cheo Hodari Coker, który spisał się naprawdę dobrze. Jak będę opisywał fabułę to nieco więcej o tym napiszę. Zdjęcia należały do Manuel Billeter. Jego pracę nadały produkcji specyficzny klimat. Serial powstała na kanwie komiksów takich twórców jak Archie Goodwin i John Romita Jr. Do produkcji swoje parę groszy dorzucił również Stan Lee, jednak nie zauważyłem jego cameo, jak gdzieś było to dajcie znać...



 Historia zawarta w najnowszym serialu Netfixa jest całkowicie odmienna od tych, które mogliśmy ujrzeć w poprzednich produkcjach na licencji Marvela. Tytułowy bohater przed rozpoczęciem pracy na czarno w zakładzie fryzjerskim u Popa, był więziennym skazańcem. Trafił tam z bliżej nie określonych powodów i to jeszcze jako dawny glina. Podczas pobytu za kratami zakochał się w pewnej kobiecie i pozyskał przyjaciela. Tylko jedna z tych osób stała po jego stronie. Po śmierci Kłótnika i wielu stoczonych walkach na arenie, nasz bohater zostaję ciężko pobity. Lekarze chcą ratować jego życie poddają go dość nietypowemu eksperymentowi. Po którym dawny więzień umiera i rodzi się nieśmiertelny Luke Cage. To było dawniej...a co dzieję się teraz? W Harlemie rozpoczyna się wojna. Cottonmouth wpada w tarapaty, a to wszystko dzięki jednej osobie. Siostra ,,gangstera” bojąc się o własną reputację każę mu się tym zająć. Pojawia się pytanie, ,,kto tu kim rządzi”... Luke Cage będąc w środku wojny, którą w pewnym sensie sam wywołał, próbuję powstrzymać rodzinę Stokesów przed zniszczeniem Harlemu. Czy to mu się uda...trzeba zobaczyć.



 Obsada w tej produkcji to po prostu perełka. Mike Colton jako Luke Cage, zagrał po prostu rewelacyjnie. Jako, że kiedyś czytałem serię New Avengers to trochę jeszcze pamiętam tą postać. Była ona po prostu kropka w kropkę idealnie zagrana(Czuję się już fanem tej postaci). Jeżeli Netflix tak zamierza odwzorowywać postacie, to ja to kupuję. Claira Temple zagrana przez Rosarie Dawnson również była cudowna. W końcu odegrała większą rolę niż w Daredevilu... Jako nocna pielęgniarka jest chyba jak na razie jedną z moich ulubionych postaci żeńskich w serialach Netflixa( Niech mnie nie zawiedzie w następnych produkcjach). Moim ulubiony antagonistą w serialu oficjalnie zostaję Shades grany Theo Rossi. Nigdy nie słyszałem o tej postaci, a ni o tym aktorze. Może i dobrze, bo mam teraz pierwsze lepsze wrażenie.



 Nie wspomniałem jeszcze o tym, że w tym serialu otoczenie żyję. Wpływa ono na zdanie bohatera i  jego ruchy, tak jak na szachownicy. Muzyka którą możemy znaleźć w tej produkcji to istny cud. Jest nawet w jednym odcinku rap o kuloodpornej miłości. Zdjęcia jak już wcześniej wspomniałem, dodają tej produkcji specyficznego klimatu. Ożywiają one akcje. Liczę na to, że parę fotek które dodałem tłumaczą wam moje zdanie.



Podsumowując:
Plusy:
-Dobra obsada
-Ciekawy podkład muzyczny
-Dużo nowych postaci
 -Wzmianki dotyczące MCU
 -Dużo tekstów o popkulturze
Minusy:
-Śmierć pewnej postaci w II odcinku
 -Brak pojawienia się jakiejkolwiek postaci z poprzednich seriali Netflixa, prócz jednej oczywiście.


Jeżeli minusy was nie zniechęcają, a plusy robią to co powinny, to koniecznie sięgnijcie po ten serial w wolnym czasie i dajcie znać jakie są wasze odczucie. Moja ocena to:




9/10