Książkowy Piątek: Komórka

Za tą powieść zabrałem się z czystej ciekawości. Chciałem rozpocząć swoją przygodę z prozą Kinga, a jak że nie zamierzałem rzucać się na głęboką wodę, postanowiłem poszukać dla siebie jakiegoś tytuły z odpowiednią tematyką. Na moje szczęście lub nie, trafiłem na powieść o apokalipsie, a jak dobrze wiecie taka tematyka, prawie zawsze mnie kupuję...



Tytuł: Komórka 
Autor: Stephen King 
Wydawnictwo: Albatros 

 Cell, bo tak oryginalnie nazywa się powieść nie zrobiła początkowo na mnie dużego wrażenia. Jako, że jeszcze nigdy wcześniej nie czytałem nic od mistrza grozy, liczyłem na to że po plecach przejdą mi ciarki...i w pewnym sensie tak tutaj było, ale nie za często, dlatego też Komórka jak na razie jest dla mnie jedynie książką post apo z elementami dramatu filmowego. Stephen King w bardzo dobry i czytelny sposób oddał nam bohaterów i świat przedstawiony, a wątek fabularny to już temat na całkowicie oddzielny akapit.


 Zjawisko nazwane później Pulsem rozpoczęło się pierwszego października o 15.03 czasu wschodnioamerykańskiego . Oczywiście nazwa ta była niewłaściwa, ale w ciągu następnych dziesięciu godzin większość uczonych mogących tego dowieść umarła albo postradała zmysły. Poza tym nazwa nie była aż taka istotna. Ważne były skutki. 

Fabuła książki rozpoczyna się w Bostonie, kiedy to na ulicach miasta rozpętuję się piekło. Autor komiksów, Cley Riddel jest właśnie jest po podpisaniu bardzo korzystnej umowy wydawniczej. Ludzie zaczynają dzwonić do swoich bliskich, nie wiedząc co się dzieję, po chwili opuszczają swoje telefony i stają się bezmózgimi ofiarami Pulsu. Cley próbując uciec z miasta, trafia na Toma i razem postanawiają uratować jakoś swoje życie. W międzyczasie na ich drodze pojawia się młoda dziewczyna o imieniu Alice. Bohaterowie nie mogąc jej zostawić, pozwalają jej dołączyć do siebie...I w ten właśnie sposób rozpoczyna się ich dramatyczna próba przeżycia. Cley Riddel prócz uratowania siebie ma jeszcze jeden cel, zamierza nie dopuścić do śmierci swojego syna. Pytanie jednak brzmi, gdzie ten młody się podziewa...


 Cley przyklęknął na jedno kolano i ręką, w której nie ściskał teczki z rysunkami (na widok uciekającego ze skradzionym Panasonikiemm nastolatka jeszcze bardziej zaczął się obawiać ich utraty), chwycił przegub Pixie Jasnej. Natychmiast wyczuł puls-wolny, ale mocny i regularny. Cley poczuł ogromną ulgę. Bez względu na to co zrobiła, była tylko dzieckiem. Nie chciałby żyć ze świadomością, że zatłukł ją przyciskiem do papieru zakupionym w prezencie dla żony. 

 Za głównych bohaterów powieści można uznać tą trójkę o której przed chwilą co napisałem. Cley Riddel jest twórcą komiksowym, Tom miłośnikiem kotów, a Aliec zwykłą piętnastolatką, która i tak wprowadzi dużo ciepła do drużyny. Oprócz tej trójki w powieści pojawia się również parę innych postaci, takich chociażby jak Jordan czy Profesor o których nie chciałbym zbytnio dużo pisać, gdyż mógłbym wam tym sposobem zniszczyć zabawę z lektury Komórki . Należy jednak wspomnieć o Łachmiarzu, który to stał się dla bohaterów głównym nemezis. Facet w czerwonej bluzie od samego początku do końca budził we mnie uczucie strachu w porównaniu do telefonicznych, których również się bałem, ale nie aż tak jak ich przywódcy.


 Tom ruchem głowy wskazał ratusz, gdzie wciąż paliły się niektóre lampy alarmowe na baterie o dużej pojemności, rzucając mdłą żółtawą poświatą na samochody personelu, stojące w zaspach suchych liści. 
-Wejdźmy tam i zobaczmy, co zostawili. 
-Tak, zróbmy to-zgodził się Cley. 
Johnny'ego tam nie będzie, tego był pewien, lecz jakaś cząstka jego świadomości, jakaś mała, dziecinna, nigdy niepodająca się część wciąż miała nadzieję, że usłyszy okrzyk ,,Tatusiu!” i syn rzuci mu się w ramiona, żywy i rzeczywisty w całym tym koszmarze. 

 Cell zakupiłem za niecałe 15 złoty, co jak na taki tytuł jest dość niską ceną, ale okej...mi to nie przeszkadza. Wydanie z Albatros jakie udało mi się upolować, nie przypadło mi jednak do gustu. Jedyne co mi się spodobało u nich, to okładka i treść, reszta natomiast pozostawia wiele do życzenia. Czcionka jaką znalazłem w tej pozycji jest strasznie mała i bardzo szybko męczy wzrok. Irytuję mnie też trochę polski tytuł...ale znając szczęście gdyby był inny też pewnie by mi przeszkadzał. Cell w tłumaczenie na polski to połączenie, więc coś takiego moim zdaniem pasowałoby o niebo lepiej.


Przeczytanie tej pozycji zajęło mi prawie półtora miesiące, ale w końcu po lekkim zmuszeniu siebie, udało mi się przebrnąć przez tą książkę. Było w powieści wiele momentów, których zapewne miałem się przestraszyć, niestety to na mnie podziałało. Był jednak jeden wyjątek, a mianowicie postać Łachmiarza, jego to się bałem od samego początku. Jeżeli nie wierzycie mi na słowa, sprawdźcie sami...

 Plusy:
-Ciekawa fabuła
-Interesujące postacie
-Zaskakujące zakończenie
Minusy:
-Momentami nudne wątki
-Śmierć ciekawych postaci
 -Słabe wydanie

 Podsumowując, jest to bardzo dobra książka...niestety słabo wydana na naszym rynku, no chyba że mam jakiś starszy druk i na to szczerze liczę. King jak autor powieści grozy, nieco mnie tutaj zasmucił, ponieważ nie zobaczyłem tu tego  na co liczyłem . Z tego co na szczęście wiem, autor na swoim koncie ma jeszcze inne, o wiele lepsze książki... 

Ocena:7/10

Popularne posty z tego bloga

Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie

Zombie SS (seria)

Początek końca#1